Zaczynamy prawdziwy sezon! Villarreal-Sevilla

Sevilla-Villarreal

Dziwnie rozpoczął się dla nas ten sezon. Pełen niepewności i wahań nastrojów sierpniowy zestaw spotkań: od zaskakującej porażki, przez odwołaną kolejkę ligową, emocjonujący, lecz zwycięski rewanż, wreszcie mecz, o którym prawdę mówiąc nie mam ochoty niczego napisać. Dodać do tego należałoby piekielnie trudne losowanie w Lidze Mistrzów oraz dokonane na ostatnią chwilę półtora transferu. Po tym całym szaleństwie przyszła pora na przerwę reprezentacyjną, w związku z czym owo preludium do sezonu mogłoby wydawać się czymś już zupełnie odległym, należącym raczej do minionej edycji rozgrywek. Może właśnie tak będzie najlepiej ten czas potraktować – zakwalifikowaliśmy się do Ligi Mistrzów, która na dobre wystartuje w najbliższym tygodniu, a w lidze mamy zerowy dorobek, tyle że do kilku zespołów mamy przez to do nadrobienia 1 lub 3 punkty. W perspektywie 37 kolejek nie jest to coś szczególnie znaczącego. Po małej rozgrzewce, dziś zaczynamy więc zasadniczy sezon 2011/2012. A zaczynamy go meczem wielkim i ważnym – przeciw Sevilli.

Porównując wyniki osiągane przez zespół z Andaluzji na koniec kilku ostatnich rozgrywek ligowych jak i niezbyt długie przygody w europejskich pucharach (również i w tym sezonie – Sevilla niczym Jagiellonia Białystok pożegnała się z Europą już przy pierwszej przeszkodzie), można dojść do wniosku, iż nasz dzisiejszy rywal to zespoł nieco podupadły. Choć nikt raczej nie skazuje go na spadek z ligi, wyraźnie zgasła już ta iskra, która 4-5 lat temu kazała upatrywać w tej drużynie faworyta niemal wszystkich rozgrywek, potencjalnie zdolnego do walki nawet o mistrzostwo kraju. Koncepcja wdrożona przez Juande Ramosa dawno już się wypaliła, a dość stabilny na przestrzeni ostatnich sezonów skład przestał stanowić solidny, zgrany kolektyw. Kończące się lato może być dla klubu z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán przełomową cezurą. W zespole zaszło wiele zmian: odeszli stanowiący przez lata o jego sile Luis Fabiano, Zokora, Diego Capel, Dragutinovic czy Romaric. Zrezygnowano z nieudanych inwestycji jak Alfaro i Cigarini. Motorem napędowym zespołu dalej mają być tacy piłarze jak Navas, Negredo i Kanoute, a także udane zimowe zakupy: Medel i Rakitić. Do tego dochodzą nowe nabytki, tylko czy najprawdopodobniej najważniejsze z nich – Piotr Trochowski i Manu del Moral – to właściwi kandydaci na liderów drużyny z aspiracjami do podium? Odważę się powiedzieć, że niekoniecznie, choć sporo zależeć będzie od koncepcji trenera, który być może będzie w stanie wykorzystać 100% ich potencjału. Tyle że nowy szkoleniowiec – Marcelino García Toral – dał się poznać raczej jako specjalista od ratowania małych klubów, niż prowadzenia zespołów w walce o trofea. Generalnie więc kibice piłkarscy z dzielnicy Nervión mogą sobie zadawać wiele pozostających bez odpowiedzi pytań. Zwycięstwo odniesione w pierwszej (pardon, drugiej) kolejce nad Málagą daje im jednak nadzieję, że najbliższy sezon wcale nie musi być stracony.

Jesteśmy więc dziś faworytami czy nie? W zasadzie argumentów na potwierdzenie tej tezy jest sporo. Przed rokiem też zaczęliśmy ligę od porażki, by potem wygrać pięć kolejnych spotkań, a pozostać niepokonanymi w dziewięciu. Znaczenia wyniku z Barcelony nie ma co przeceniać – Sevilla bardziej niż my "specjalizuje się" w podobnych popisach na Camp Nou (2:18 w bramkach przy ostatnich pięciu wizytach). A zresztą małe przypomnienie ku pokrzepieniu serc – w 2. kolejce naszego najlepszego ligowego sezonu w historii (2007/2008 – wicemistrzostwo), dostaliśmy 0:5 od Realu Madryt i to na El Madrigal. Potem szło nam jednak znakomicie. Żeby jednak nie było zbyt różowo – w minionym sezonie również zdawaliśmy się być zespołem dużo solidniejszym od Andaluzyjczyków. Efekt był jednak taki, że tylko w pierwszym ligowym meczu zdołaliśmy minimalnie wygrać, w dwumeczu pucharowym mieliśmy przeciwnika na widelcu prowadząc 3:1, lecz kończąc mecz z remisem 3:3 i praktycznie odpuszczając rewanż (0:3), przegraliśmy też wyjazdowe starcie w lidze. Niezależnie od swoich problemów, Sevilla to drużyna zawsze niebezpieczna i potrafiąca z nami grać. Tym niemniej raczej jesteśmy dziś faworytami, choć zdobycie trzech punktów na pewno nie będzie łatwe.

Mecz ten możnaby nazwać spotkaniem przyjacielskim, ale na pewno nie towarzyskim. Choć prezesi Roig i del Nido znajdują wspólny język i reprezentują zbliżone stanowisko wobec problemów ligi, przez 90 minut sentymenty niewątpliwie pójda w odstawkę. Póki Primera División wygląda jak wygląda, obiektem pożądania klubów takich jak nasze pozostaną miejsca 3 i 4 na koniec sezonu. Mało prawdopodobne zdaje się, by jednego z nich nie zajęła Valencia, nie ma więc raczej perspektyw rezultatu satysfakcjonującego obu prezesów. Nie wspominając już o innych konkurentach, jak Málaga czy Atlético.

Na koniec spójrzmy na historię naszych pierwszoligowych zmagań. Wniosek z niej jest jeden – spodziewać możemy się absolutnie wszystkiego. Gospodarz zawsze jednak rokuje nieco lepiej.

05.01.2002 Villarreal-Sevilla 0:2

11.05.2002 Sevilla-Villarreal 1:0

16.11.2002 Villarreal-Sevilla 1:0

12.04.2003 Sevilla-Villarreal 3:1

26.10.2003 Villarreal-Sevilla 3:3

07.03.2004 Sevilla-Villarreal 2:0

22.09.2004 Villarreal-Sevilla 0:0

13.02.2005 Sevilla-Villarreal 2:1

11.09.2005 Villarreal-Sevilla 1:1

29.01.2006 Sevilla-Villarreal 2:0

20.01.2007 Villarreal-Sevilla 0:0

17.06.2007 Sevilla-Villarreal 0:1

11.11.2007 Villarreal-Sevilla 3:2

06.04.2008 Sevilla-Villarreal 2:0

14.12.2008 Sevilla-Villarreal 1:0

02.05.2009 Villarreal-Sevilla 0:2

08.11.2009 Sevilla-Villarreal 3:2

28.03.2010 Villarreal-Sevilla 3:0

05.12.2010 Villarreal-Sevilla 1:0

24.04.2011 Sevilla-Villarreal 3:2

Przewidywane składy wg. AS-a:

Sevilla-Villarreal squad

 

LINKI DO TRANSMISJI INTERNETOWEJ:

2 Comments to "Zaczynamy prawdziwy sezon! Villarreal-Sevilla"

  1. gofer's Gravatar gofer
    10-09-2011 - 13:08 | Permalink

    C pokazuje Barcelonę , a szkoda .. Sevilla zagrała bardzo dobre spotkanie przeciwko Maladze – dziś powołani dodatkowo , ostatnio kontuzjowani Rakitic i Kanoute (nie wiem w jakiej są dyspozycji po kontuzjach/urazach) Reprezentant BiH , Spahić (dziś nie powołany) utknął chyba tak jak Zapata po meczu w narodowej kadrze.

Zostaw odpowiedź