Dwie minuty burzy… i niewiele więcej. Napoli – Villarreal 2:0

perdida

Villarreal grał na Stadio San Paolo zacięcie, nieustępliwie, długimi momentami dominując nad rywalem w środku pola. Cóż jednak z tego, skoro już na początku meczu proste błędy popełnione w odstępie dwóch minut ustawiły całe spotkanie? Mądrze grający Włosi nie dali nam po tej katastrofie cienia złudzeń o powrocie do gry. Perspektywa wyjścia z grupy znacząco się w takiej sytuacji oddala…

Gdy tylko rozwiał się dym z dość obfitej przedmeczowej oprawy i sędzia mógł rozpocząć spotkanie z niezwyczajnym jak na standardy Ligi Mistrzów opóźnieniem, oba zespoły rozpoczęły dość intensywnie badać dyspozycję rywali, starając się szybko doprowadzić do groźnej sytuacji. Pierwsze minuty takich działań przemawiały nawet minimalnie na naszą korzyść – po nieporozumieniu dwóch obrońców Napoli, Nilmar bliski był wyjścia sam na sam z bramkarzem, lecz ostatecznie szansa ta zamieniona została na rzut wolny i żółtą kartkę dla rywala. Z owego stałego fragmentu gry wynikło dośrodkowanie, po którym groźnie acz niecelnie na bramkę de Sanctisa strzelał Zapata. I w zasadzie w tym momencie dobre wiadomości na dłuższą chwilę się skończyły, a ich miejsce zajęły inne, bardzo złe. Napoli przeprowadziło kilka szybkich akcji, a po jednej z nich już w 15. minucie Lavezzi wrzucił piłkę w nasze pole karne, Zapata w kluczowym momencie potknął się, pozostawiając Hamsika sam na sam z bramkarzem. Nażelowany niczym Cristiano Ronaldo i wytatuowany niczym Marco Materazzi Słowak nie popełnił błędu i z owego prezentu od losu zdobył bramkę. Ledwo przez ekran zdążyły się przewinąć wszystkie powtórki tej akcji, a Senna dał sobie odebrać piłkę w strefie, w której powinien niepodzielnie rządzić, futbolówka trafiła do Lavezziego, a ten wbiegając w pole karne został sfaulowany przez Gonzalo. Efektem była żółta kartka dla naszego obrońcy oraz rzut karny, który bez problemu wykorzystał Cavani. Po 17 minutach co niektórzy kibice Villarrealu mogli się zastanawiać, czy w obliczu takiego wyniku i mocno tnącej transmisji nie wykorzystać pozostałej części wieczoru na coś przyjemniejszego, niż dalsze śledzenie tej dość beznadziejnie wyglądającej sytuacji. Ja zostałem się zostać przy monitorze i nie powiem, abym czuł się za tą wytrwałość należycie nagrodzony.

Trzeba jednak przyznać, że Juan Carlos Garrido zaskoczył szybkością reakcji. Już po pół godzinie gry zdecydował się na zmianę ustawienia i za wykartkowanego Gonzalo wprowadził Camuñasa. Villarreal przeszedł na system 4-3-3 z cofniętym do obrony Bruno i dość mocno zagęszczonym środkiem pola. Zmiana ta dała rezultat i generalnie od jej przeprowadzenia aż do końca meczu Villarreal dominował w środku pola i dużo częściej niż gospodarze zbliżał się pod pole karne przeciwnika. Cóż jednak z tego, skoro bardzo niewiele akcji kończyło się celnymi strzałami, a te dwa, które przez cały mecz miały miejsce, nie sprawiły de Sanctisowi wielkich problemów? Żółta Łódź Podwodna nie ustępowała rywalowi na jego terenie, przeważała w większości statystyk i bardzo dobrze radziła sobie z łapaniem ofensywnego trio Napoli na pułapki ofsajdowe (tu dominacja była całkowita – 11 do 0!), jednak na przebiegu spotkania cieniem położyły się fatalne dwie minuty z pierwszej połowy. Włosi nie popełniali takich błędów w obronie i dużo lepiej się asekurowali. W ostateczności nie wahali się faulować, co w dwóch najważniejszych przypadkach mogło się skończyć nawet rzutami karnymi (najpierw sędzia uznał, że faul był przed polem karnym, zapewne słusznie, za drugim zaś razem nie dopatrzył się jakiegokolwiek naruszenia przepisów, co chyba było jednak błędem). Ich pojedyncze wypady pod bramkę Diego Lópeza wyglądały groźnie, ale do końca meczu i nasza obrona radziła sobie z nimi całkiem udanie. Niestety, taką grę przyjęlibyśmy podobnie jak podczas poprzedniej wizyty w Neapolu z satysfakcją, gdyby wynik wciąż pozostawał bezbramkowy. A że tak nie było, nasze nadzieje na odwrócenie niepomyślnego biegu zdarzeń malały, aż wreszcie rozwiał je ostatni gwizdek arbitra.

Można w tym meczu doszukać się kilku pozytywów. Poza wspomnianą bardzo skuteczną grą na spalone, warto podkreślić udane włączanie się do akcji ofensywnych obu bocznych obrońców – Zapaty i Catali. Bardzo dobrze w linii defensywy spisał się Bruno, a Rossi grał tak, że nie było widać po nim śladu sygnalizowanych przed meczem problemów zdrowotnych. Niestety, może właśnie ze względu na utrzymywaną przez niego na równym, wysokim poziomie jakość gry, bolączką całego zespołu stało się oczekiwanie na jego kolejny genialny przebłysk. Tymczasem harujący tak z przodu jak i w środku pola, a przy tym mocno kryty Włoch nie był w stanie zdziałać zbyt wiele sam, a wsparcia od kolegów otrzymywał na prawdę niewiele. Nilmar był dość niewidoczny, choć nie wypominałbym mu tego, gdyby choć raz popisał się skutecznością. Tej jednak mimo kilku okazji dzisiaj zabrakło. Senna wywiązywał się dziś poprawnie z obowiązków defensywnego pomocnika, ale z kapitańskich już niespecjalnie – nie próbował nawet poderwać kolegów do boju, a to właśnie jego błąd doprowadził do bramki, która tak szybko podcięła nam skrzydła. Ogólnie żaden ze środkowych pomocników nie popisał się niczym godnym podziwu, mimo wielości wymienianych między sobą podań. Irytowało bardzo słabe, a uporczywe wykonywanie przez de Guzmána rzutów wolnych. Camuñas był bardzo aktywny i to ze współpracy z nim Rossi odnosił najwięcej pożytku. Całkiem ładnie pokazał się w ostatnich minutach gry Wakaso (tak z przodu, jak i w obronie – dwukrotnie boleśnie, a bez faulu sprowadzając do parteru przeciwników). Szkoda że on i Hernán Peréz dostali tak mało czasu, ich dłuższy występ mógłby dać nadzieję na podjęcie walki.

Kontynuujemy więc przygodę w Lidze Mistrzów bez choć jednego gola lub punktu na koncie. Przed nami dwa spotkania z Manchesterem City, które zadecydują o tym, czy to zespół z Anglii czy nasza ekipa podejmą jeszcze walkę o wyjście z grupy. Póki co zgodnie z przewidywaniami niepodzielnie rządzi w niej Bayern Monachium, ale i Napoli po dwóch bardzo dobrych rezultatach znajduje się w komfortowej pozycji. Jeżeli chcemy, aby nasz tegoroczny udział w Lidze Mistrzów sprowadzał się do czegoś więcej, niż odebrania z kasy premii za sam udział, zdecydowana poprawa gry musi nastąpić już w 3. kolejce.

Napoli – Villarreal 2:0

1:0 Hamsik 15

2:0 Cavani 17-karny

Napoli: De Sanctis – Campagnaro, Cannavaro, Aronica – Gargano, Inler, Zúñiga, Dossena; Hamsik (78. Mascara), Lavezzi (87. Santana), Cavani (70. Pandev)

Villarreal: Diego López – Zapata, Gonzalo (32. Camuñas), Musacchio, Catalá – Bruno, Senna (82. Wakaso), Cani, De Guzmán (82. Hernán Pérez) – Rossi, Nilmar

Żółte kartki: Aronica, Cannavaro – Gonzalo, Rossi, Cani

Zostaw odpowiedź