Od Ligi Mistrzów do Segunda División – finanse

Od piłkarskiego raju, Ligi Mistrzów, miejsca, gdzie ogromne miliony euro trafiają na konta uczestników rozgrywek, Villarreal CF „przeniósł się” do mniej wymagającej Segunda División. Nic szczególnego, lecz finansowa zapaść – bo o niej będzie mowa – może nas dopiero dopaść.

Fernando Roig nie chował głowy w piasek, wyszedł przed oblicze dziennikarzy i załamanych fanów: „Uczymy się na błędach – to sprawia, że stajemy się silniejsi. Będziemy walczyć o jak najszybszy powrót. Corocznie zmniejszaliśmy budżet, teraz zrobimy to jeszcze drastyczniej”. I choć nie brzmi obiecująco, jest raczej pewne.

Po dekadzie gry w elicie, po sukcesach odniesionych na arenie europejskiej Villarreal CF wraca w szeregi drugoligowców. Pogrążyła nas bramką w ostatniej minucie Raula Tamudo, który zapewnił Rayo Vallecano utrzymanie w meczu z Granadą. W tej samej, ostatniej kolejce Villarreal CF uległ Atletico Madryt 0:1. Raul Tamudo nie tylko zakończył grę Villarrealu w Primera División, ale pozbawił również pracy trzeciego w tym sezonie szkoleniowca Żółtych Łodzi Podwodnych Lotinę.

Dziwi upadek drużyny z niewielkiego miasta, której ludność na meczach z pewnością zmieściłaby się w dolnych sektorach stadionu Camp Nou. Zespół, który parę lat temu w składzie choćby z Juanem Romanem Riquelme walczył o finał Ligi Mistrzów dziś musi martwić się o swoją przyszłość w sensie stricte ekonomicznym, choć uważam, że czasownik „martwić się” jest nie na miejscu ze względu na świetnego skądinąd prezesa Roiga.

Trzeba oddać sprawiedliwości, że nie miał w tym sezonie szczęścia do trenerów, ale na ekonomii zna się jak mało kto. Zdaniem mediów Villarreal w obecnych rozgrywkach jednak cofnął się w rozwoju – niespecjalnie fortunne określenie – mając na względzie sprzedaż Santiego Cazorli do Malagi, lecz cóż mogliśmy poradzić? Reprezentant Hiszpanii z pewnością dostaje obecnie większą gażę niż ta oferowana przez klub z Castellónu. Negatywnie w minionych rozgrywkach ocenieni zostali Cristian Zapata – nikt nie zapomni mu problemów w obronie w starciach z Odense, czy De Guzman, który bardziej przyczynił się do relegacji niż rozwoju klubu, a miał zastąpić Santiego …

Roig wychodzi jednak na wokandę i pomimo okazanej skruchy dodaje: „Spadek powinien pomóc nam w reorganizacji całego przedsięwzięcia”. Wracając do ekonomicznych umiejętności naszego El Presidente – Villarreal CF jest jednym z nielicznych klubów, który ma uregulowane wszystkie kwestie podatkowe, płatności za transfery, a gaże wypłacane są zawsze (!) na czas, co pozwoliło klubowi przez ostatnią dekadę trzymać się nad wielką wodą i czyni go naprawdę wyjątkowym.

Lecz pomimo tej roztropności zapomnieć nie wolno – zaciskania pasa ciąg dalszy. Villarreal notując spadek do niższej ligi podał, że budżet za miniony sezon w granicach 76 milionów euro może być ograniczony o 80% w roku kolejnym. Blisko 33% z minionego budżetu to kwoty przeznaczone na pensje. Nic więc dziwnego, że Diego Lopez i Marchena, jako gracze najwięcej zarabiający, opuścili drużynę. Przykra jednak jest cena Lopeza – 3 miliony euro za gracza tej klasy nie powala.

Idźmy dalej. Okazało się, że dogadany był transfer Giovaniego dos Santosa – mówię był, bo relegacja ligę niżej wszystko anulowała. To nic. Z powodu degradacji z klubem pożegnali się kolejni. O Lotinie już wspominałem, ale Cesar i Angel kontraktów swoich również nie przedłużą. Prawdopodobnie Gonzalo będzie zmuszony do odejścia – Argentyńczyk znacznie obniżył loty, a jego zarobki są zbyt wysokie. Podobnie zresztą jest z Zapatą, Canim i de Guzmanem – tego ostatniego chyba nikomu nie będzie szkoda.

Możliwe jest, że odejście Rossiego nie będzie wtedy konieczne. Czy pluję sobie w brodę, że nie sprzedaliśmy go w zeszłym roku za 35 milionów euro? Oczywiście, że nie. Pomimo 14 miesięcy bez gry w piłkę – tyle będzie pauzował – wierzę, że będzie nam niezbędny w walce o awans. Mojej tezie jednak ktoś zaprzecza – agent Włocha za wszelką cenę chce go od nas wyciągnąć.

Wracając do pieniędzy, Malaga wciąż zalega z płatnością za Cazorlę w granicach 5 milionow euro. Problemy Villarrealu będą również uwypuklone na tle transmisji meczów. Za sezon miniony Villarreal otrzymał kwotę rzędu 33 milionów euro. Spekuluje się, że w nowych rozgrywkach ta zawrotna suma będzie wynosić bagatela 3 miliony.

Roig znów oburzony powiedział: „To niesprawiedliwe, że kluby nie płacą podatków ani ubezpieczeń społecznych”.

Niestety w niczym narzekanie nie pomoże, a zespół zbudować trzeba, toż zaczęło się. O kolejny sezon kontrakt z klubem przedłużył ten, który sercem, duchem i rozumem drużyny ma być – mowa o Marcosie Sennie. Czy więc Villarreal ponownie podniesie się i powróci do elity by udowodnić swoją prawdziwą wartość nie zważając na zapaść finansową?

goal.com/własne

Zostaw odpowiedź