Siła pieniądza w futbolu, czyli jak wielcy inwestują w piłkę nożną

manchestercityOd kiedy w 2008 roku szejk Mansour bin Zayed (a właściwie kontrolowana przez niego spółka Abu Dhabi Gruup) został właścicielem Manchesteru City, na blogach citizens rozpoczęła się gorączkowa dyskusja dotycząca pieniędzy w futbolu (a w szczególności tzw. petrodolarów) oraz kierunku, w jakim pójdzie klub z Manchesteru. W końcu nie oni pierwsi i jak się potem okazało nie ostatni skorzystali na fortunie milionerów, którzy czasem dla zachcianki, czasem dla spełnienia życiowych pasji, a czasami z sentymentu dla danego klubu, wykupywali większość jego udziałów i stawali u steru. Przygody te kończyły się różnie, co już dawno prowokuje skrajne głosy dotyczące znaczenia pieniędzy w piłce nożnej.

Nie oni jedyni – przykłady dobrych inwestycji
Fani citizens znaleźli się w niewątpliwie ekskluzywnym towarzystwie klubów zarządzanych przez milionerów, ale na pewno nie mogą się czuć osamotnieni. Jako jednym z pionierów takich ruchów był rosyjski krezus Roman Abramowicz, który w 2003 roku kupił zasłużony dla angielskiej piłki, ale będący wówczas w poważnym dołku Chelsea Football Club. W ciągu dwóch lat zainwestował w klub ponad miliard funtów i szybko wywindował go nie tylko na wysokie lokaty na krajowym podwórku, ale i uczynił go znaczącym w Europie. To on sprowadził wypływającego dopiero na szerokie, trenerskie wody Jose Mourinho, który zaczynał pracować na swój przydomek „The Special One”. Sprowadził również na Stamford Bridge takie gwiazdy jak Andryi Shevchenko, Fernando Torres, Eden Hazard, Michael Essien, Cesc Fabregas czy Didier Drogba. I choć ostatni sezon zdecydowanie nie należał do „The Blues”, to nie ma wątpliwości, że przez te 13 lat Abramowicz na tyle rozsądnie zarządza swoim klubem, że i ten kryzys uda mu się przetrwać.
Kolejnym przykładem, obrazującym jak wiele dobrego dla klubu mogą dać duże pieniądze, jest przypadek PSG. Fani citizens zapewne widzą tutaj pewną analogię do swojej ukochanej ekipy – to również klub z wielkimi tradycjami w swoim kraju, który wielokrotnie walczył o najwyższe laury, ale od lat brakowało mu tego „czegoś”, co pozwoliłoby mu walczyć z sukcesami na arenie międzynarodowej. Co zmieniło przyjście Nassera Al-Khelafiego i jego „petrodolarów”? Chociażby to, że w klubie zjawiły się takie tuzy jak David Luiz, Ezequiel Lavezzi, Angel Di Maria, Edison Cavani czy będący legendą za życia Zlatan Ibrahimovic. Efekt? Regularne mistrzostwa Francji (wygrywane z dużą przewagą) i coraz większe znaczenie na Starym Kontynencie (wyjście z frazy grupowej Ligi Mistrzów jest już dla paryskiego klubu formalnością).

manchestercity

Zawiedzione nadzieje
Niejeden blog citizens ostrzegał przed popadaniem w euforię z powodu napływu dużej ilości gotówki do klubu, która była bardzo szybka wydawana (ponad 30 milionów funtów za Robinho w pierwszym dniu urzędowania!) mając na uwadze, jak mogą się skończyć zachcianki milionerów. Boleśnie przekonały się o tym dwa kluby – hiszpańska Malaga i rosyjski Anży Machaczkała. Wielcy inwestorzy, ogromne pieniądze, duże zakupy (Anży zakontraktowała nawet Smauela Eto’o, grającego wcześniej w Barcelonie), ale oba te projekty zakończyły się klapą. Powodem jest zwykle przeinwestowanie, brak kalkulacji kosztów i liczenie na zbyt szybkie efekty. Kiedy ich brak, a koszty (chociażby w postaci kontaktów piłkarzy) pozostają, często pierwszy zapał inwestora mija i klub pogrąża się w chaosie. Fani citizens nie powinni się jednak martwić – ani los Malagi (która odbudowuje się po kryzysie) ani Anży (która prawdopodobnie spadnie do drugiej ligi rosyjskiej) raczej nie jest im pisany. Od lat widać, że mówimy tu o zupełnie innym, bardziej rozsądnym i świadomym sposobie inwestowania w futbol.

Artykuł sponsorowany

Zostaw odpowiedź